Don’t do drugs czyli Sherlock Special (SPOILERY!)

Mogliście zauważyć, że opinie o odcinku specjalnym Sherlocka są dość podzielone. Jedni twierdzą, że odcinek był perfekcyjny, miał wiele pięknych smaczków, ciekawą fabułę i był o milion razy lepszy niż trzeci sezon. Drudzy natomiast uważają, że twórcy serialu nieco przesadzili, przez co nie czuć Sherlocka w Sherlocku a cały odcinek bardziej przypomina fanfick. Cóż- i jedni i drudzy mają rację.

Pozwolę to sobie przedstawić w formie jakże profesjonalnego rysunku (wszelkie prawa zastrzeżone):

llp

Jak możecie zaobserwować twórcy serialu są bardzo blisko granicy kiczu- można nawet zauważyć, że już jedną stopą ją przekroczyli. Na całe szczęście tylko jedną, bo wtedy nie wiadomo czy odcinek byłby taki sam. Mi osobiście się on podobał, chociaż oczywiście nie był to odcinek idealny.

Zacznijmy od czegoś bardzo ważnego- matko kochana, ile w tym kinie było ludzi! Zajęte wszystkie miejsca, a tłum taki, że trudno było przejść. Co chwilę można było zauważyć kogoś przemykającego po popcorn w deerstalkerze, długim czarnym płaszczu czy tematycznym podkoszulku. Aż się łezka w oku kręci, kiedy wspomina się te czasy gdy nikt nie wiedział czym jest Sherlock i kim jest ten Benedykt Camembertbrie. Co oczywiście nie oznacza, że to źle, że serial stał się ,,mainstreamowy”. Wręcz przeciwnie- im więcej ludzi lubi rzecz, która jest naprawdę dobra tym lepiej.

No ale do rzeczy: ten odcinek jest naprawdę dobry. Mimo, że okropnie bałam się przeniesienia Sherlocka z powrotem do XIX wieku… wyszło to perfekcyjnie. Po prostu perfekcyjnie. Dlaczego? Bo twórcy zrobili to z jajem,  przerysowując sytuację, postacie oraz główną zagadkę kryminalną i ukrywając wiele nawiązań do opowiadań Conan Doyla, który wcale nie był aż tak dobrym pisarzem. Nawiązanie do opowiadania ,,Pięć pestek pomarańczy” w którym Holmes zachowuje się jak idiota i przyjeżdża do posesji dopiero na następny dzień, już po morderstwie bohatera jest przecudowne. Także przerysowana gotycka zagadka z upiorną panną młodą dodaje całemu odcinkowi charakteru.


Czy tylko mi jej makijaż kojarzy się z Jokerem?

Jak twórcy wyjaśnili nagły przeskok w czasie? Uzależnieniem Sherlocka, czyli szczerze mówiąc moim jednym z ulubionych motywów serialu. Jednak szczerze mówiąc efekt byłby o wiele lepszy, gdyby plot twist z narkotykowymi halucynacjami został ujawniony dopiero na sam koniec. Zamiast tego od samego początku dostajemy przesłanki, że coś jest nie tak (wystarczyło tylko YOU zamiast Moriartowego IOU) przeskakujemy od sceny do sceny sami nie wiedząc co jest prawdziwe, a co nie. Z przeskokami akurat nie mam problemu- chodzi głównie o to, że konfrontacje Sherlocka z Moriartym, które już same w sobie są dobre byłyby o niebo lepsze, gdybyśmy nie wiedzieli, że wszystko co widzimy jest tylko narkotykową halucynacją.


Andrew Scott jak zwykle cudownie przerażający

Oczywiście jak zwykle nie mam żadnych zarzutów do muzyki i niezwykle kreatywnego montażu i przejść, z których Sherlock zawsze słynął. Nie mam pojęcia jak oni to robią- za każdym razem, kiedy wydaje się, że wykorzystali już wszystko, kolejna scena znów jest w stanie zaskoczyć pod względem wizualnym.


Jaka piękna scena

Mam sprzeczne uczucia co do punktu kulminacyjnego w kościele. Jesteśmy tam świadkami jakże dramatycznej przemowy Sherlocka o niesprawiedliwym traktowaniu kobiet i złych mężczyznach. Pomieszczenie jest ciemne, wszędzie palą się świece, a ubrane w czarne wersje stroju Ku Klux Klanu kobiety wpatrują się tępo w ziemię. To jest właśnie dla mnie to przekroczenie granicy kiczu jedną stopą. Ale ponownie- można to interpretować jako puszczenie oka dla fanów kanonu i wyśmianie Doyla, który też z dobrych finałów nie słynął.


No i oczywiście skrzypce w tle. Nie zapomnijmy o skrzypcach w tle.

Mam wobec odcinka mieszane uczucia (tak jak i większość z tego co widzę), jednak te dobre przeważają. Odcinek nie jest perfekcyjny, ale podobał mi się bardziej niż cały trzeci sezon razem wzięty. Pozostało tylko czekać na czwarty.

Daj lajka!

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , | 5 komentarzy

Życie jest piękne

Ludzie upośledzeni umysłowo zawsze mnie trochę przerażali. Cóż, może nie tyle oni sami co bardziej perspektywa przebywania z nimi. Co mam robić? Co mam mówić? Czy oni w ogóle rozumieją co mówią? A jeśli zrobię coś nie tak?

Obejrzałam ,,Chce się żyć” i coś się u mnie w tej sprawie zmieniło.

Film opowiada historię Mateusza chorego na porażenie mózgowe. Obserwujemy poszczególne etapy jego życia- od dzieciństwa aż po dorosłość.

Wcielający się w rolę chłopaka Dawid Ogrodnik jest… wow. Ogrodnik, ty utalentowany skurczybyku. To żywy dowód na to, że wiek niekoniecznie idzie w parze z umiejętnościami. Chociaż młody wciąż gra wybitnie i tak realistycznie, że wiele osób (w tym ja, przyznaję) uwierzyło, że na ekranie widzimy osobę upośledzoną. Zanotować nazwisko. Na pewno jeszcze je usłyszymy.

Co myślicie po przeczytaniu opisu filmu? Nie brzmi zbyt optymistycznie, prawda? A tu niespodzianka. To piękny i radosny film. Naprawdę. Bo pomimo ciężkiej tematyki robi to, co teraz bardzo trudno- czyli doskonale równoważy humor, smutek i powagę. Mamy chwile poważne, mamy też takie przy którym zdarzy nam się uronić łzę, ale co najważniejsze- mamy też takie, przy których się autentycznie uśmiechniemy. Ot, życie- pomimo złych chwil znajdą się też te radosne.

Taki sam jest soundtrack. Radosny, smutny, dramatyczny jednocześnie. Piękny.

Ludzie upośledzeni umysłowo zawsze mnie trochę przerażali.
Bez sensu.
Przecież to ludzie dokładnie tacy sami jak ja.
Jak Ty.
Jak Twoja nauczycielka.
Jak Twój szef.
Po prostu zostali gorzej potraktowani przez los.



Daj lajka!

 

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , | Skomentuj

Sposoby na kaca… konwentowego

Jedziesz na konwent. Przez trzy albo nawet i cztery dni biegasz od stoiska do stoiska, poznajesz nowych ludzi i słuchasz ciekawych prelekcji. Sam zastanawiasz się, jakim cudem udało Ci się wyżyć przy tak małej ilości snu a przy tak dużej liczbie wypitych energetyków. A potem konwent się kończy, a ty wracasz do szkoły lub pracy. Rozglądasz się dookoła w poszukiwaniu cosplayerów albo ludzi w koszulkach Keep Calm and… (tu wpisz cokolwiek), ale nigdzie ich nie widzisz. Zdajesz sobie sprawę, że nikt z obecnych tutaj ludzi nie zrozumiałby nawiązania do Gwiezdnych Wojen, oraz że Twój nauczyciel będzie z Tobą dyskutował nie o przewadze elfów nad krasnoludami, tylko nad ostatnią oceną ze sprawdzianu. Popadasz w smutek, a codzienne życie wydaje Ci się przeraźliwie szare.
Znasz to uczucie? To właśnie jest konwentowy kac.
A dzisiaj nauczymy się z nim walczyć.


Typowe objawy kaca konwentowego- buzia w podkówkę :C

1. Narzekaj
Tak tęsknisz za konwentem? Czyżby? Pamiętasz, jak helperzy zgubili Twoją kurtkę? Pamiętasz, jak ta prelekcja na którą się wybierałeś została odwołana dosłownie pięć minut przed jej rozpoczęciem? Pamiętasz opóźnienie w cosplayu? Kolejki do toalety? Przypomnij sobie tylko te negatywne rzeczy, a nagle okaże się, że wcale aż tak nie tęsknisz.

2. Planuj kolejny konwent!
Proste, a jakie przyjemne. Poświęć na to godzinkę przy komputerze. Znajdź konwent, kup bilety, zbierz znajomych. Ba, możesz nawet zacząć się pakować. Zaznacz datę w kalendarzu i odliczaj dni- już niedługo będzie jeszcze fajniej!

3. Odpocznij
Wyśpij się (a przynajmniej spróbuj). Zjedz posiłek, który nie jest kanapką ani zupką chińską. Wypij mocną kawę. Umyj się. Lepiej?

4. Wspominaj
Wstaw zdjęcia na Facebooka. Bądź na bieżąco ze wszystkimi fanpage’ami, gazetami i portalami informacyjnymi. Szukaj siebie i swoich znajomych na każdym możliwym zdjęciu i relacji wideo. Całkiem ciekawe i satysfakcjonujące zajęcie, które potrafi zająć sporo czasu.

5. Deal with it
Pogódź się z kacem konwentowym. Tak naprawdę nie ma na niego sposobu. Taka kolej rzeczy- wszystko co dobre kiedyś się kończy. A gdyby konwenty odbywały się codziennie, kompletnie byś ich nie doceniał i nie byłyby tak samo fajne i magiczne, jak są teraz.

Daj lajka!

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , | 2 komentarzy

Falkon 2015- relacja

Falkon, Falkon i po Falkonie! Bawiłam się świetnie, ale oczywiście jak na każdym konwencie- nie obyło się bez małych wpadek i problemów. Dlatego oto krótka relacja z Falkonu 2015 roku w postaci prostej listy plusów i minusów (Boże, jak ja kocham robić listy).
Zapraszam do czytania!

Plusy:
+Miejsce- Targi Lublin to zdecydowanie jedno z najlepszych miejsc na konwent. Położony blisko dworca PKP budynek ma dużą szatnię, barek, olbrzymie hale, nowoczesne sale konferencyjne oraz strefę gastronomiczną, w której można było zjeść posiłek (zestaw gyros z frytkami i surówką- całkiem smaczny swoją drogą) lub nawet napić się alkoholu (5 zł za butelkę cydru). Szkoda tylko, że okolica Targów nie należy do zbyt… hmm… bezpiecznych, no ale na to organizatorzy nie mieli żadnego wpływu. I tak wielki plus.

+Wystawcy- Jak zwykle świetnie. Na stoiskach można było kupić wszystko- od średniowiecznych sukni przez gorsety, kubki, plakaty, przypinki, koszulki, torby, książki i gry planszowe. Szczególne pozdrowienia dla wystawców Rebela i Portal Games, którzy w łatwy i przyjemny sposób tłumaczyli zasady nawet najbardziej skomplikowanych gier (Szalone Zegarki rządzą). Z każdym można było porozmawiać, spytać o radę, a nawet próbować się targować ;)

+Goście- Zaproszenie Dema i Grupy Filmowej Darwin było strzałem w dziesiątkę. Falkon w końcu z małego konwentu staje się jednym z największych konwentów w Polsce. Oba spotkania ściągnęły masę ludzi i oba były niesamowicie zabawne i interesujące. Ciekawe, kto przyjedzie w przyszłym roku? :D

+Falkon Arena- Tak samo jak rok temu, pomysł na zbudowanie miejsca, gdzie uczestnicy konwentu w celu wyładowania agresji mogą tłuc się piankowymi mieczami jest po prostu genialny.

+Games Room- Olbrzymi wraz z naprawdę bogatą biblioteką gier. Helperzy zawsze pomogli doradzić w wyborze odpowiedniego tytułu (Koncept jest cudowny). Mimo nawału ludzi parę wolnych stolików zawsze się znalazło- wystawienie miejsca do wypożyczania gier poza halę było dobrym pomysłem.

+Kolejki, a w zasadzie ich brak- W pewnym momencie zrobił się oczywiście zator, ale problem został szybko rozwiązany. Kas było naprawdę dużo, cała procedura szła szybko i sprawnie, a możliwość kupienia biletów przez Internet jeszcze bardziej przyśpieszała sprawę.

Minusy:
-Organizacja- Była naprawdę momentami beznadziejna. Brak nagłośnienia w namiotach i na antresoli (taaa, do namiotów jeszcze później wrócimy), pół godzinne opóźnienie konkursu potterowskiego z powodu braku rzutnika czy fakt, że nawet organizatorzy nie znali hasła do laptopa na antresoli… Sama nie wiem, co się stało- co jak co, ale Falkon zawsze był w tej kwestii w miarę okej.

-Namioty- Jasna cholera, jakże w nich było zimno. Teoretycznie były ogrzewane, ale niestety- teoretycznie. Strasznie szkoda było mi prelegentów, którzy musieli zdzierać gardło (brak mikrofonów, oczywiście) przez godzinę w temperaturze poniżej 10 stopni. I strasznie szkoda mi było, gdy musiałam zrezygnować z prelekcji z powodu zdrowego rozsądku- bo mimo kurtki, szalika, swetra i ciepłej herbaty wciąż nie dało się usiedzieć nawet na najciekawszej prelekcji. Tak samo było niestety i rok temu- Falkonie, zrób coś z tym!

-Koleś z Miotłą- O rany. Od czego by tu zacząć? Koleś z Miotłą stał się sławny za sprawą zeszłorocznego ponad godzinnego opóźnienia konkursu KOSplay- podczas zamiatania sceny dorwał się do mikrofonu i zabawiał tłum. I wtedy to było fajne, bo było spontaniczne i ułatwiało nieco czekanie. Jednak gdy tylko razem z Rybą zobaczyłyśmy Kolesia Z Miotłą bez miotły za to w czerwonej koszulce z napisem Organizator prowadzącego rozmowę z Darwinistami od razu wiedziałyśmy, że to zły pomysł. Koleś był po prostu nieśmieszny i kompletnie nieprzygotowany. Nie zostałam na cosplayu (padałam na twarz ze zmęczenia), ale ludzie mają podobne opinie- Koleś rzucał żarty o kupie, wydurniał się na scenie i Yennefer przeczytał jako Dżenefer. Jeszcze te dowcipy bym mu wybaczyła, ale to ostatnie- nigdy.

I oto cały Falkon! Mogło być lepiej, ale mogło być gorzej. Dziękuję wszystkim ludziom, z którymi doskonale się bawiłam. Teraz tylko pozostaje przeczekać konwentowego kaca i… Do zobaczenia za rok!

Daj lajka!

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , | Skomentuj

JESTEM JUŻ DOROSŁA!!!!

To dzisiaj!

Dzisiaj, to jest 8 listopada 2015 roku mija dokładnie 18 lat odkąd postanowiłam pojawić się na tym świecie. Od dziś- jestem całkowicie dorosła, niezależna, mogę głosować w wyborach, kupować papierosy, oddawać krew i szpik, i mogę imprezować do której chcę. Mam własny dowód, mogę wziąć ślub, zrobić tatuaż, podjąć pracę, płacić podatki- JESTEM DOROSŁA, CHOLERA.
Jak się z tym czuję?
…w sumie to tak samo jak wczoraj.
W sumie to sama nie wiem na czym miałoby to polegać. Nagle obudziłabym się, ubrała w garsonkę po czym po zjedzeniu niskokalorycznego jogurtu zaczęła śledzić kursy na giełdzie? Bez sensu. Teraz jak się nad tym zastanawiam, to dorosła jestem od dawna. Dzisiaj stałam się tylko pełnoletnia- mogę kupić parę rzeczy w sklepie więcej, ale poza tym… jestem dokładnie identyczna jak wczoraj, przedwczoraj czy przedprzedprzedwczoraj.
Wiecie co mam na myśli? Wiele osób jest pełnoletnich, ale nie są dorośli. Piją i palą, ale kompletnie do nich nie dociera, że dorosłość wcale na tym nie polega.
No właśnie, w takim razie na czym? To wbrew pozorom prostsze niż się wydaje. Bycie dorosłym to po prostu kontrolowanie swoich decyzji. Umiejętność przyznania się do błędu. Wybaczenia sobie. Zrozumienie, że nikt nie jest winny, tylko po prostu takie życie, i że kiedyś będzie lepiej. Posiadanie swojego zdania, własnych opinii i hobby oraz wiedza o tym, że nie ma się czego wstydzić- czy to komiksy, czy piłka nożna, czy Disney. Umiejętność dobrej zabawy. Szacunek do siebie.
Dorośnijmy wszyscy!

Daj lajka!

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , | 6 komentarzy

Konwenty dla opornych- część trzecia

To już ostatnia część naszego poradnika! W tej części zapoznamy się z podstawowymi zasadami, które niekoniecznie są zapisane w regulaminach, jednak wypada ich przestrzegać.
Zapraszam do czytania!

10 złotych zasad konwentowicza:

1. Myj się, śpij i jedz
Nie ma czasu na sen!! Nie ma czasu na jedzenie!! Nie ma czasu na mycie się!!
Poważnie, jest czas. Może nie na 8 godzinny, może nie na kąpiel z bąbelkami i nakładaniem milion odżywek i może nie na dwudaniowy posiłek, ale rób te rzeczy z rozsądku. Nikt chyba nie chce zemdleć na konwencie. Z powodu zapachu wydzielanego przez innego konwentowicza również.

2. Wszyscy się znamy…
…i wszyscy mówimy sobie na Ty. Nieważny jest wiek, czy wykształcenie, nie ważne czy rozmawiacie z 8 latkiem czy 38 latkiem- każdego nazywa się po imieniu (lub po ksywce). A tylko spróbujcie kogoś ,,spanować”- wybuch śmiechu gwarantowany! Skąd to się wzięło? Obstawiam, że chodzi tutaj o skrócenie dystansu i wprowadzenie przyjemnej atmosfery- w końcu wszyscy jesteśmy tutaj, aby dobrze się bawić i wiek nie ma znaczenia :) Trochę jak z mówieniem do siebie ,,bracie/siostro” na pielgrzymkach. Uwaga: do autorów, gości, sponsorów i innych VIPów lepiej jednak mówić ,,Pan/Pani”- chyba, że zaznaczą inaczej.

3. Zawsze coś cię zdziwi
Za każdym razem gdy idę na konwent, jestem przekonana że widziałam już wszystko i za każdym razem się mylę. A tu ktoś wyskoczy z miotłą na scenę i zacznie rzucać sucharami, a tu zobaczycie grupę młodych ludzi w wiankach i/lub z tabliczkami Free Hugs, albo mój osobisty faworyt- podejdzie do Was jaskiniowiec z maczugą i zaprosi do rozmowy przy wyimaginowanym ognisku (zgodziłabym się, ale miałam już w planie prelekcję). Jeżeli zobaczycie coś czego nie rozumiecie to nie bójcie się pytać- w końcu kto pyta nie błądzi.

4. Kolejkon
Na konwentach są kolejki. I to duże. Czasami idą szybko, czasami nie. Aby ich uniknąć (a raczej wysunąć się na prowadzenie) przyjdź grupo przed czasem rozpoczęcia konwentu lub kup bilety online- wtedy akredytacja będzie szybsza(nie wszystkie konwenty jednak taką opcję posiadają). Co robić podczas kolejkowania? Możesz wykorzystać ten czas na zapoznanie nowych ludzi lub przeczytanie książki, ale bądź na nie psychicznie przygotowany- nie ma co się denerwować, to i tak nie pomoże. Na większych konwentach (np. Pyrkon) mogą być problemy z dostaniem się na prelekcję- tak więc jeżeli masz wypatrzoną prelekcję o konkretnej godzinie na której bardzo ci zależy przyjdź odpowiednio wcześnie, aby nie mieć problemów z wejściem do sali.

5. Nie bój się odzywać
Czy do obcych ludzi grających w Jungle Speeda przy stoliku obok, czy do prowadzącego panel, czy do helpera. Jeżeli ktoś ma koszulkę z Iron Manem która wyjątkowo Ci się podoba- powiedz mu to! Przyjaźnie zawarte na konwencie potrafią przetrwać naprawdę długo.

6. Ostrożnie z pieniędzmi!
Pisałam to już milion razy, ale NA LITOŚĆ BOSKĄ, UWAŻAJ. Mi za pierwszym razem na Falkonie odwaliło. Co oczywiście nie znaczy, że nie możesz sobie nic kupić- jeżeli chodzi o zakupy, to właśnie konwenty są do tego najlepsze. Nie dość, że zazwyczaj jest taniej to jeszcze jest ogromny wybór. Rozsądnie przemyśl każdy zakup i postaraj się wydać tyle pieniędzy, aby potem wyżyć do końca miesiąca.

7. ,,Hej cosplayerze,  można zdjęcie?”
Jasne, że można- jak dotąd nikt mi nie odmówił. Tylko raczej nie proponujcie tego w zatłoczonych korytarzach, lub gdy widzicie, że dana osoba jest w tej chwili zajęta. Jeżeli macie pomysł na jakieś śmieszne zdjęcie czy pozę- po prostu powiedzcie. Uwaga z przytulaniem- niektóre elementy stroju (napierśniki, skrzydła, miecze i inne takie) mogą być dość delikatne.

8. Gadu, gadu, gadu…
Prelekcje jak to prelekcje- niektóre potrafią być niesamowicie ciekawe, inne niesamowicie nudne. Niektóre przyciągają tłumy, inne tylko garstkę osób. Bądźcie gotowi na to, że na te dotyczące dużego fandomu lub prowadzone przez sławną osobę mogą się cieszyć olbrzymią popularnością i po prostu może nie starczyć dla Was miejsca- przyjdźcie odpowiednio wcześniej. Jeżeli idziecie na jakąś prelekcję w ciemno (a, bo akurat mam godzinkę wolnego) postarajcie siąść w miarę blisko wyjścia, żeby w razie potrzeby bezszelestnie się ewakuować. Bo tak, jeżeli dany wykład jest nudny można śmiało wyjść- byle zrobić to po cichu. Ale komórki to wyciszcie.

9. Zabieraj te łapy!
Aż smutno mi to pisać, ale niestety- niektórzy wciąż dopuszczają się dotykania innych (najczęściej cosplayerek) tam gdzie ci sobie nie życzą. Nie wiem jakim trzeba być kretynem (lub kretynką- nie generalizujmy) aby myśleć, że jeżeli czyjś strój odsłania to i owo (oczywiście w granicach przyzwoitości) jest to pretekstem aby go pomacać lub krzyczeć, że brałoby się tę osobę na różne sposoby. Jeżeli ktoś tak się zachowuje- zgłoście to jak najszybciej organizatorom, macie do tego pełne prawo.

10. Pilnuj identyfikatora jak oka w głowie.
Poważnie, nie zgub go. Bez niego nie wejdziesz, a opłata za zgubienie potrafi być naprawdę wysoka. Napisz na nim swoje imię i/lub ksywkę- nie dość, że łatwiej będzie go znaleźć to jeszcze łatwiej nawiążesz znajomości.

Dobrej zabawy!

Daj lajka!

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , | Skomentuj

Najpiękniejsze coś jakie widziałam

Kojarzycie takie rzeczy, które wyciskają Wam łzy z oczu? Niekoniecznie dlatego, że dzieje się coś smutnego- po prostu patrzycie na to coś i nie możecie uwierzyć, że oglądacie to coś, że ktoś kto to coś stworzył musiał być geniuszem bo to coś jest najpiękniejszą rzeczą jaką w życiu widzieliście i płaczecie na samą myśl o tym, jak piękne to jest?
Takim cosiem był dla mnie Frankenstein.

Przed obejrzeniem transmisji nie czytałam powieści Mary Shelley i w sumie szłam kompletnie na ślepo- o Frankensteinie wiedziałam tylko tyle, że to horror i jest tam jakiś potwór z zieloną skórą. Nie lubię horrorów, więc w sumie szłam na transmisję tylko i wyłącznie dla Benedicta Cumberbatcha (kogoż by innego…) który gra jedną z głównych ról (raz gra Monstrum, a raz Frankensteina- zamienia się z Johnym Lee Millerem). I o matko, jakie to było dobre.

To nie jest horror. To właściwie nawet nie jest Frankenstein- jak słusznie zauważyła Zwierz ta sztuka powinna się nazywać Monstrum. To ono jest praktycznie bez przerwy na scenie. Ślini się, bełkocze, krzywo chodzi, morduje niewinne dziecko, ale jednak… lubimy go, a nawet się z nim identyfikujemy. Obserwujemy jego bolesne narodziny, pierwsze kroki, relacje z ludźmi. Jest nam go żal, gdy widzimy, że nikt nie chce go zaakceptować tylko dlatego, że jest inny. Chyba każdy to zna, prawda? Każdy z nas jest Monstrum- też szuka akceptacji, też chce być kochany, i też nie ma pojęcia dlaczego i po co jego Stwórca stworzył go niedoskonałym.  Dlatego tak  bardzo to trafia.

Gra aktorska jest przewspaniała. Jak już wspominałam- to potwór gra tu pierwsze skrzypce. Ja widziałam wersję, w której to Johny Lee Miller gra Monstrum, ale chciałabym też zobaczyć w tej roli Cumberbatcha- słyszałam, że jest o wiele lepszy. Tyle, że kompletnie sobie nie mogę wyobrazić sposobu w jaki byłby lepszy, bo Miller jest tak genialny jako potwór, że chyba już nie można być lepszym. To wicie się na scenie, ten bełkotliwy sposób mówienia, to ślinienie się, złość do całego świata w głosie, no i ta charakteryzacja… Cudo. Rola jest bardzo wymagająca i psychicznie i fizycznie, ale Miller daje radę- tym bardziej ciekawa jestem jak poradził sobie Cumberbatch. Chciałabym zobaczyć drugą wersję.

Scenografia także jest cudowna- pełna świateł, nieco nawiązuje do stylu steampunkowego. Uwagę zwracają zawieszone nad sceną tysiące żarówek, które na zmianę świecą się i gasną. Ale dla mnie wisienką na torcie, spoiwem łączącym to wszystko w perfekcyjną całość była muzyka. Której nawet nie jestem w stanie opisać inaczej jak magiczna. Zresztą posłuchajcie sami fragmentu, który przygrywa w tle podczas sekwencji-snu Monstrum, w którym marzy on o tym, aby znaleźć miłość, kobietę- która byłaby taka sama jak on. Muzyka plumka cicho gdy kobieta na początku się lęka, a potem gdy oba monstra zaczynają swój szaleńczy taniec głośność wzrasta.

I ta scena z tą muzyką była sceną na której się popłakałam. Nie była smutna (noo, może trochę), nikt w niej nie umierał. Po prostu była piękna i podczas jej oglądania zdałam sobie sprawę jak piękne coś oglądam.

W Multikinie na Frankensteinie byłam już dwa razy i bez wahania poszłabym jeszcze sto. Jeżeli będą go powtarzać- kupcie bilety. Ja pójdę na pewno.

Daj lajka!

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , | Skomentuj

Konwenty dla opornych- część druga

Witam w drugiej części poradnika Konwenty dla opornych!
Tak więc skoro już wiesz co to jest konwent i co na nim robić- pora wyjaśnić jak zaplanować podróż, co zabrać ze sobą, gdzie spać no i o co chodzi z tym cosplayem.
Zapraszam do czytania!


Po prawej Sherlotka w swoim środowisku naturalnym (Falkon 2014)

1. Wybierz konwent
Na stronie Informatora Konwentowego poszukaj konwentu, na który chciałbyś/chciałabyś się wybrać. Spójrz na datę, miejscowość, program. Na pierwszy konwent polecam raczej taki, który jest w Twoim mieście, jednak nie ma jakiejś reguły. Jeżeli istnieje taka możliwość- kup odpowiednio wcześniej bilety przez internet (zazwyczaj są dużo tańsze niż te kupowane w dzień konwentu). Uwaga- jeśli jesteście nieletni pamiętajcie o zgodzie rodziców na piśmie! Kup bilety na pociąg/busa lub skorzystaj z Bla Bla Cara. Popytaj też na Facebooku- może któryś ze znajomych też jedzie na konwent i akurat ma wolne miejsca w aucie.

2. Przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę
Zbierz znajomych. W parę osób zawsze raźniej. Jednak bądź gotów że ich zainteresowania nie koniecznie muszą pokrywać się z Twoimi- i na przykład prelekcja na którą chcesz iść odbywa się wtedy co spotkanie z ulubionym autorem kumpla. Możecie się rozdzielić albo opracować jakiś kompromis.

3. Znajdź miejsce na nocleg
Możesz nocować w pięciogwiazdkowym hotelu jeśli bardzo chcesz. Jednak konwenty najczęściej oferują tzw. sleep roomy czyli najczęściej szkołę, w której można przenocować i umyć się całkowicie za darmo (oczywiście z biletem na konwent, ale w sensie: bez dodatkowych opłat). Luksusów oczywiście nie ma, ale jest to najtańsza opcja. Jeżeli jednak nie uśmiecha Ci się nocowanie z obcymi ludźmi poszukaj hostelu, znajomego z danego miasta czy pokoju w akademiku.

4. Co spakować:

OBOWIĄZKOWO

*Pieniądze- koszt biletu wstępu waha się od 20 do ok. 50 zł na konwent. Nie ma jednej reguły- to zależy od konwentu. Można kupić bilet jednodniowy (tańszy), można kupić taki na cały konwent (droższy). Weźcie jednak trochę więcej, aby pokupować przeróżne plakaty, koszulki i inne gadżety. Ostrożnie jednak- gdy za pierwszym razem zobaczysz te wszystkie stoiska może Ci odwalić i po chwili całą wypłatę wydasz na bluzę z wiedźmińskim motywem (…uwierz, wiem co mówię). Kupuj, ale z umiarem i planuj dobrze każdy wybór.

*Woda- po prostu niezbędna i tyle.

*Dokument tożsamości- bywa potrzebny podczas akredytacji. Na niektórych konwentach istnieje też możliwość zakupu alkoholu w punktach gastronomicznych- wtedy dokument będzie niezbędny. Jednak nie przesadzaj- pijani uczestnicy są natychmiast wypraszani. I bardzo dobrze.

*Prowiant- kanapka, rogalik, wafle ryżowe, sałatka, gorzka czekolada- twój wybór. Nawet jeśli twierdzisz, że nie będziesz głodny- uwierz, będziesz. Naprawdę trudno nie być głodnym po całodziennym bieganiu od atrakcji do atrakcji, a zawsze lepiej mieć coś swojego niż wydawać pieniądze, za które mogłeś/mogłaś kupić koszulkę na jedzenie w barku. A jakby co to zawsze możesz się z kimś podzielić i zawrzeć nowe przyjaźnie :)

*Wygodne buty- to chyba oczywiste.

*Mini apteczka- tabletki przeciwbólowe, parę plasterków (oj będą odciski, będą), leki które bierzecie przewlekle, podpaski. Lepiej mieć i nie potrzebować, niż potrzebować a nie mieć.

*Ładowarka do telefonu i/lub powerbank- niezbędne.

NA WIĘCEJ NIŻ JEDEN DZIEŃ:

*Śpiwór i karimata (dla śpiących w sleepach)

*Książka/tablet/przenośna konsola/komiks (aby mieć zajęcie na drogę)

*Pidżama

*Ubrania i bielizna na zmianę

*Ręcznik, przybory toaletowe, klapki (poważnie- myjcie się, ludzie)

Opcjonalnie, jednak zalecane dla nocujących w sleepach:
Stopery do uszu,
Czajnik, kubki, kawa i herbata, zupki chińskie i inne rzeczy które pomogą Wam przeżyć

OPCJONALNIE, ALE DA SIĘ BEZ NICH PRZEŻYĆ:

Energetyk

Aparat fotograficzny

Wianek

Co to jest cosplay?
Cosplay pochodzi od połączenia słów costume playing- czyli zabawy kostiumami. Jest to przebieranie się za postaci z gier, mangi i anime, filmów i seriali czy książek, ale nie tylko- ważne jest tutaj także odwzorowanie postaci, jej sposobu zachowania, głosu czy stylu bycia. Niektórzy cosplayerzy są już dość charakterystyczni i znani w fandomie (np. Shappi). Najczęściej na każdym konwencie odbywa się konkurs cosplayowy- w którym może wziąć udział każdy, kto wykonał strój (zazwyczaj samodzielnie, ale to zależy od konwentu). Nawet jeżeli nie uśmiecha Wam się paradowanie przed tłumem ludzi w stroju Gandalfa i tak idźcie i popatrzcie jak inni sobie radzą. Najczęściej to właśnie konkurs cosplay jest największym show konwentu ściągającym najwięcej osób pod scenę.

Fakty i mity:
1. Muszę być jakoś przebrany aby wejść na konwent- MIT. Cosplay jest całkowicie opcjonalny i na konwentach można spotkać zdecydowanie więcej ludzi w t-shirtach i jeansach niż w zbrojach. Strój jest dowolny, ale jeżeli masz np. koszulkę z cytatem z ulubionego serialu, załóż ją- pomoże ci to zidentyfikować w tłumie kolejnego fana.

2. Muszę całkowicie sam wykonać strój- I FAKT I MIT. Jeżeli nie masz zamiaru brać udziału w konkursie możesz śmiało strój kupić/poprosić kogoś o uszycie/wyszukać odpowiednich elementów garderoby w ciuchlandach. Jednak konkursy rządzą się własnymi zasadami- tam kostium powinien być jednak wykonany własnoręcznie.

3. Jeżeli jestem X, to nie mogę cosplayować postaci Y- MIT. Możesz cosplayować Kapitana Amerykę pomimo ciemnej karnacji. Możesz cosplayować męską postać, chociaż sama jesteś kobietą. Mało tego- MOŻESZ cosplayować postać, którą widziałeś tylko w jednej części gry i NIE MUSISZ ZNAĆ jej całej biografii. Owszem, podstawowe informacje czy typowe odzywki są zalecane, a jeżeli ktoś zacznie Cię nazywać fałszywym fanem bo nie znasz daty wydania komiksu w którym dany bohater wszedł po schodach- każ mu się wypchać, bo to nie jest test wiedzy.

4. Cosplay to kosztowna zabawa- FAKT. I kostiumy, i elementy potrzebne na ich zrobienie, narzędzia, soczewki i peruki potrafią być masakrycznie drogie.  A jeszcze wliczmy w to ewentualne pomyłki, błędy, czy źle dobrane kolory…  Oczywiście można spróbować zaoszczędzić- np. pożyczając perukę albo prosząc koleżankę o pomoc w uszyciu sukienki, ale (tak jak w prawdziwym życiu) nie zawsze efekt będzie tak samo dobry.

5. Każdy konkurs cosplay ma obsuwę w czasie- FAKT, FAKT I JESZCZE RAZ FAKT.

A w następnym (i chyba już ostatnim odcinku)- 10 złotych zasad!

Daj lajka!

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , | Skomentuj

Być albo nie być?

Iść na Hamleta czy nie iść? Oto jest pytanie, lecz jaka odpowiedź? Bardzo prosta- iść, a nawet biec. Bo zdecydowanie warto.

Oj męczyłam się nad tym wpisem, męczyłam! Minął już ponad tydzień odkąd wróciłam z Warszawy a ja wciąż nie mogłam nic napisać. I to wcale nie dlatego, że nie miałam czasu (grafik w klasie maturalnej mam bardzo napięty, ale czas na siedzenie na kompie zawsze znajduję :DDD) tylko po prostu- nie wiedziałam jak zacząć i jak to wszystko ująć, aby miało jakiś ład i porządek. Spróbuję to więc zrobić najlepiej jak umiem:
Już na długo przed premierą prasa okrzyknęła spektakl teatralnym wydarzeniem roku. Bilety na sztukę rozeszły się w dosłownie parę minut. Wszyscy więc oczekiwali czegoś niesamowitego. Ale czy się doczekali?
Trzeba przyznać, że Hamlet jest dobry, ale jednak nie jest arcydziełem. Z jednej strony mamy naprawdę wspaniałą grę aktorską, a z drugiej przesadę. Cumberbatch raz wygłasza monolog sztucznie, a raz perfekcyjnie. Ofelia (w tej roli Sian Brooke), która w pierwszym akcie jest nijaka w drugim akcie miażdży system. Tutaj akurat sądzę, że to był celowy zabieg twórców, aby jeszcze bardziej uwidocznić jej szaleństwo.
Cumberbatch to dobry aktor. Fakt, czasami przesadza,  ale jednak tych słabszych scen jest mniej. Hamletem jest niezłym, chociaż mógł być lepszym.
Reszta aktorów wypadła dość… średnio. Gertruda z raz coś wyszlochała, Horacy kompletnie nie pasował do reszty, Klaudiusz grał cały czas z tą samą miną. Poloniusz był świetny i naprawdę zabawny, tak samo zresztą jak grany przez Karla Johnsona grabarz śpiewający do kości jak do mikrofonu podczas kopania grobu.
Scenografia? ŚWIETNA. Każdy fragment sceny jest w pełni wykorzystany- ale jednocześnie nie czuje się przytłoczenia rekwizytami. Ogromne drzwi, pałacowe pomieszczenie, cudowne schody. Aż chciało się więcej ujęć całego planu.
Oświetlenie, dynamiczna muzyka podczas poszukiwań Hamleta i zwolnione monologi mi się podobały, chociaż wiem, że większości nie przypadły do gustu. Dla mnie było to dobre wczucie się w monologującego. No a do dramatycznych bębnów i rytmicznego słuchania zawsze miałam słabość.
Także podsumowując- według mnie zdecydowanie warto. Nie jest perfekcyjnie, ale źle też nie. To był mój pierwszy Hamlet, i bardzo możliwe, że nie mam dobrego porównania, ale ten zachęcił mnie do zapoznania się z innymi wersjami. Idźcie i wyróbcie sobie własną opinię.

PS: Byłam na pokazie w Warszawie w Kinie Praha. Przed rozpoczęciem transmisji bardzo miła pani streściła nam nieco karierę Cumberbatcha i opowiedziała o przygotowaniach do sztuki. Całkiem fajny smaczek, szczególnie dla kogoś kto został wyciągnięty na sztukę przez fankę Cumberbatcha i kompletnie nie wiedział czego się spodziewać (pozdrawiam mamę)

PS 2: Niby Warszawa taka duża, a całe metro było na Hamlecie.

Daj lajka!

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , | Skomentuj

Wear the damn hat, czyli zwiastun Sherlock Special w pigułce

W końcu! Stało się! Po tylu dniach, tygodniach, miesiącach i latach fani Sherlocka Holmesa doczekali się zwiastunu-zwiastunu, a następnie prawdziwego zwiastunu odcinka Bożonarodzeniowego. Przez ten czas zdążyliśmy zapomnieć o naszym detektywie- znaleźliśmy inne seriale, inne filmy, książki, inne zajęcia. Jednak teraz fandom Sherlocka znowu powraca do życia, i to w wielkim stylu!
Ja też- mimo moich wiadomych uczuć do trzeciego sezonu- dałam się porwać sherlockowej fali szaleństwa. Chociaż przyznaję, że nie jest to taka sama fala szaleństwa która towarzyszyła mi podczas czekania na drugi czy trzeci sezon. Wciąż zastanawiam się nad jakimś logicznym powodem przeniesienia bohaterów do XIX wieku i wciąż nie mogę nic wymyślić. Ale jednak- WCIĄŻ SIĘ JARAM.
W dzisiejszym wpisie przyjrzymy się trailerowi, przeaanalizujemy każdą klatkę i z pozornie nic nie znaczących drobiazgów stworzymy teorie spiskowe godne przeciwników szczepień. Zapraszam do czytania!

Oczywiste spoilery ze zwiastunu oraz z 3 sezonu

1. Ogólnie jest pięknie
Zacznijmy może dość ogólnie- zwiastun jest piękny. Muzyka, montaż, ujęcia kamery, kolory czy też cudownie przedstawiony XIX wieczny Londyn- wszystko jest perfekcyjne. A wszystko tak znakomicie do siebie pasuje, że przestaje mnie obchodzić nagły przeskok w czasie, bo mam wrażenie jakby Sherlock i John (czy raczej: Holmes i Watson) byli w wiktoriańskiej metropolii od zawsze.

2. Martin wygrywa zwiastun
Freeman jest bardzo niedoceniany przez fanki. Został przyćmiony ostrymi kościami policzkowymi, przepięknymi oczami i niskim głosem Cumberbatcha. Znam oczywiście ludzi, którym bardziej podoba się Martin, jednak to za Benedictem szaleje większość fandomu. Ale każdy- bez względu na to kogo woli musi przyznać, że to właśnie Martin Freeman z wąsem, melonikiem i rewolwerem lśni w tym zwiastunie.

…ale trzeba przyznać, że Benedict w szlafroku też wygląda cudownie.

….no i Rupert Graves jako Lestrade (co za cudowne bokobrody <3 )

3. Mary i żałoba???
Pierwsza rzecz, która rzuciła mi się w oczy. Mary. Może nie tyle ona sama co jej strój- czarny, elegancki, no po prostu typowa wiktoriańska żałoba. Pytanie brzmi- po kim? Pierwsze co mi przychodzi do głowy to śmierć dziecka. Ale czy w takim razie dziecko umrze też w XXI wieku?

4. Nowe postacie!!
Widzimy nowe twarze- najprawdopodobniej epizodyczne. Mamy więc pana, który wygląda jak wychudzony Mycroft (ale to nie Mycroft) i panią, która oskarża Holmesa o to, że nie ochronił… no właśnie nie wiadomo kogo. Pan podobno nazywa się Lord Edwin, ale kim jest pani- najprawdopodobniej jego żona. Ale może to być też na przykład siostra Johna, Harry. Albo właściwie jakakolwiek inna postać kobieca. Kim jest Lord Edwin? Tego nie wie nikt (nie ma go w żadnym opowiadaniu o Holmesie).
W pewnym momencie widzimy też zarys biegnącej postaci niskiego wzrostu- jest to najprawdopodobniej Archie, chłopiec z 3×02, o którym wiemy, że znowu pojawi się w serialu (między innymi stąd). Pojawia się on dokładnie w momencie wypowiedzenia kwestii o ochronie, więc może to syn kobiety i/lub Lorda Edwina?


Who the hell are you?


Obstawiam, że ta biegnąca osóbka to właśnie Archie:


A tutaj to kompletnie nie wiem

5. ..ale gdzie stare?
No właśnie. Gdzie jest Mycroft i Molly? Zapomnieli o nich czy jak? Nie żyją? W pewnym momencie widzimy Sherlocka przechadzającego się w nocy po gabinecie Mycrofta w klubie Diogenesa, a chwilę później- ciało mężczyzny leżące w kałuży krwi. Czy to Mycroft? Oby nie. Widzimy też fragment czegoś co wygląda jak ramię kogoś ubranego w sukienkę? Czy to Molly? Oby nie.
No i gdzie jest Moriarty?


Po sukience obstawiam, że to ta tajemnicza pani (sukienka podobna jak nie identyczna)

gabinet
Zdecydowanie gabinet Mycrofta

6. No dobra, ale kiedy dokładnie?

DAMN YOU, BBC!

Daj lajka!

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , , | 1 komentarz